Kliknij tutaj --> 🃏 dziewczyna mnie zostawila co robic

Upewnij się więc, że bije od ciebie determinacja pójścia dalej bez względu na jej bolesną decyzję. Pokaż, że ci na niej zależy, ale jednocześnie, że dasz sobie radę też bez niej i możesz pozwolić jej odejść. Jedną z technik, których uczę w moim poradniku Klucz Do Odzyskania, jest powiedzenie żonie czegoś w tym rodzaju Witam serdecznie Chciałbym usłyszeć od Was kilka porad jak postąpić logicznie w takiej sytuacji, zeby kobieta do mnie wróciła?? Bo wiem że to jest możliwe Byłem z tą kobietą ponad 5 lat dokładnie bedzie 5,5 roku, bardzo dobrze nam sie układało chciałem sie jej za kilka miesiecy oswiadczyc Kilka dni temu zostawila mnie dziewczyna. Powiedziała ze cos sie w niej wypalilo i nie kocha mnie tak jak dawniej. Gdy mi to napisala nie wiedzialem co odp bylem w szoku i nazmyslalem ze juz nie Chłopak mnie zostawił a ja go nadal kocham jak go moge odzyskac? 2012-10-25 17:57:30; Chłopak mnie zostawił bez powodu ! 2012-07-28 11:57:03; Chłopak zostawił mnie 3 miesiące temu. Nadal go kocham i o nim pamiętam, nie mogę zapomnieć. CO JA MAM ZROBIĆ ? -_-2012-12-28 23:13:54; Chłopak przez internet mnie zostawił 2020-07-03 08:10:54 Wszystko zależy od rozmowy, od rodzaju interakcji, którą z nią prowadzisz. Po prostu bądź na tyle odważny, żeby wyraźnie trzymać się z dala od friendzone (gdy trochę jej się podobasz). Jeśli dziewczyna odrzuci twoją PIERWSZA próbę pocałunku (czy dotyku), ale nadal przy Tobie jest, to nie gódź się na friendzone. Site De Rencontre Gratuit A 100 Pour Cent. Trudno było nie spodziewać się linczu, tym bardziej, że w tym wątku odpowiedzi udzieliły niemal same kobiety, ale chcę wyjaśnić jeszcze pewne wątpliwości. Mimo tego, że wyrok został już właściwie wydany i postawiono tu na mnie krzyżyk. Studiuję dziennie (wspierają mnie rodzice), czasami w wolnych chwilach dorabiam sobie w związku z moim hobby. Niestety, na chwilę obecną jest technicznie niemożliwe bym pracował na pełnym etacie i zarabiał lepsze pieniądze. Dziewczyna dobrze o tym wiedziała, nie ukrywałem przecież przed nią tego. Skoro – jak tu mówicie – nie jestem jej w stanie zapewnić stabilizacji, to po co w takim razie ze mną jest? I była przez cztery miesiące? Bawiła się moimi uczuciami, czy jak? Jest dorosłą kobietą i chyba powinna wiedzieć, czego chce, prawda? Co za problem powiedzieć w pierwszych tygodniach znajomości: „wydaję mi się, że to nie ma sensu, chcę się ustatkować i potrzebuję faceta, który pozwoli mi spokojnie myśleć o przyszłości”. Czy to takie trudne? Tyle tylko, że ona mówiła mi, że na tą chwilę nie planuje zakładania rodziny, a dzieci „to może za kilka lat”. Być może to tylko czcze gadanie, być może mówi tak MI, ponieważ nie uwzględnia akurat mnie w swoich ‘rodzinnych planach’, ale tak mówi. Co do faktu nastrojów. Zastanawia mnie taka sytuacja. Gdyby, któraś z Was, tak obrzucająca mnie mięsem, poznała miłego faceta i była nim zainteresowana, a także gdyby wiedziała, że spodobała się jemu. Spotkała się, raz, drugi - było by bardzo udanie. I na kolejny raz szykowała się rozpromieniona, z uśmiechem na ustach, od kilku dni go nie widząc. I gdyby doszło do spotkania, lecz zamiast odwzajemnienia Waszego uśmiechu i pozytywnego nastroju, zobaczyłybyście jego zbolałą minę, pełną fochów i dziwnej irytacji. Każda z Was zastanowiłaby się, czy w ostatnich dniach nie zrobiła czegoś, co mogłoby tłumaczyć jego zachowanie. Czar pryska, Wasze pozytywne emocje zostają stłamszone przez wątpliwości. Jest Wam przykro. Pytacie się, w sposób delikatny, czy wszystko jest w porządku. „Tak”, „Ok”, „Nie zadawaj mi takich pytań” – słyszycie w odpowiedzi. Nie naciskacie, choć widzicie, że jego mina sugeruje coś zgoła odmiennego. Tak wygląda niemal całe spotkanie. W związku z tym, że jednak bywało lepiej, dajecie temu szansę. I znowu jest cudownie, by potem znowu było podobnie. Jak byście się czuły z taką zmiennością nastrojów? Bo ja w takiej sytuacji miałem ogromny mętlik w głowie i byłem totalnie zdezorientowanym. Oczywiście, zdarzają się gorsze dni, tym bardziej kobiecie. Rozumiem to. Ale chyba nie z taką częstotliwością i sinusoidalnością? Być może są też jakieś sprawy, o których nie może mi powiedzieć, bo jest trochę za wcześnie, żeby się tak otwierać. Ale czy nie można powiedzieć, że np. „to moje sprawy rodzinne”, albo „osobiste”, ale „wiedz, że to nie ma związku z nami”? Nie byłoby wtedy tematu. I jak byście się czuły, gdyby z rozmów z tym poznanym facetem, ukształtował Wam się obraz miłego, spokojnego gościa, który ma zasady, które cenicie. Wiem, że co innego, by uwierzyć w takie historie facetowi, jak dziewczynie, ale ona zrobiła nimi na mnie wrażenie. „Brzydzę się zdradą, nie mogłabym rozbić rodziny, nie mogłabym być z kimś tylko dla pieniędzy, nie miałabym sumienia, żeby kogoś perfidnie okłamać, nie flirtowałabym z innym facetem, gdybym kogoś miała”. A potem czytam coś, co poddaje w wątpliwość sporo z tego, co mi o sobie mówiła. Wyjazd z żonatym i kasiastym gościem na noc, kiedy spotykała się ze swoim ostatnim chłopakiem, czy wyrażanie chęci na spotkanie z zajętym gościem (o czym wiedziała), który nie ukrywał, że chce się z nią spotkać tylko na seks. Nie rozliczam ją ze przeszłości. To raczej próba rozliczenia jej z tego, co mi powiedziała i co pozwoliło mi ukształtować sobie obraz właśnie takiej osoby, z jaką chciałbym być. Odnośnie czytania wiadomości. Oczywiście, przyznaję się bez bicia, że jestem winny. Zapewne i tak żadna z Was w to nie uwierzy, bo pomyśli, że się tu wybielam, ale to istotna kwestia. Na początku naszej znajomości, usłyszałem od niej ZAPEWNIENIE, że nie ma przede mną żadnych tajemnic. Powiedziała, jakie ma loginy i hasła i że ‘proszę bardzo’, wielokrotnie wpisując je przy mnie, a nawet karząc mi je wpisywać, żeby jej ‘coś sprawdzić’. Ode mnie usłyszała podobne zapewnienie i gdyby w tym momencie trzepała mi maila, czy facebooka, a ja bym się dowiedział, to zapytałbym ją jedynie spokojnie, czy zrobiła to z ciekawości, czy coś było na rzeczy, że postanowiła to zrobić. Nie miałbym pretensji. Nie znalazła by tam jednak nic, co mogłoby sprawić jej jakąś przykrość, bo nic tam takiego nie ma. A teraz jest żal, że postanowiłem z tego przyzwolenia ‘skorzystać’. Tym bardziej się dziwie, że pozwoliła sobie napisać o mnie negatywnie, mając świadomość, że mogłem to przecież sprawdzić. Skoro mimo wszystko nie spodziewała się tego, że to zrobię, to po co takie słowa? Po co te puste zapewnienia? Nikt jej przecież nie naciskał. Miałem przed nią kilka dziewczyn i za każdym razem respektowałem ich prawo do prywatności. Widziałem jednak po ich zachowaniu, że bez sensu byłoby gdybym miał ochotę je sprawdzać. Po co, skoro widzę, że dziewczynie dobrze ze mną, że jest szczęśliwa, że sama z siebie wyraża ochotę na spotkania (a nie tak jednostronnie jak obecnie)? Dziwi mnie także to, że niektóre z Was tu piszących i wojujących ze mną mieczem moralności, wypowiada się bez okazywania zbulwersowania w tematach, w których jeden czy drugi koleś przyznaje się, że z jakiś powodów naruszał prywatność swojej dziewczyny. Trochę konsekwencji. Odpowiedzi tak, jak spadnie ci kanapka wyląduje ona na posmarowanej stronie, o tym decyduje prawo grawitacjimam nadzieje ze pomogłam Latvia odpowiedział(a) o 03:43 Nie ma nic do udawania przed nią by jakoś odzyskać. Jeśli Cię nie Kochała to trudno, zdarza się że wypalają się uczucia . Dusiła się w związku z Tobą po tak długim czasie? Poproś ją by porozmawiała z Tobą ostatni raz, i dasz jej spokój i temu wszystkiemu wtedy. Zadaj jej pytania prosto z serca. Nie chodzi mi "czemu to zrobiłaś?" i tym podobne tylko o sensowne, dlaczego by się dowiedzieć co ona czuła. Może było jej źle? Sam zobacz, może robiłeś co tylko mogłeś ale nieodpowiednio. Zapytaj się jej np Czemu to uczucie się wypaliło z jej strony? To jest przykład. Nie chodzi o to że się z Tobą bawiła ! Miała własne powody których Ty się nie dowiedziałeś, lub po prostu wiesz lecz tu ich nie opisałeś. Skoro 2 lata byliście ze sobą to jej podjęcie tej decyzji nie zajęło chwilkę, bo na bank miała uczucia ! Nie bronie jej , tylko pokazuje że nie leży wina tylko i wyłącznie po jej stronie - tak jak Ty to przedstawiłeś. Może doceniała to że ją Kochasz i wgl, ale ona nie potrafiła tak szczerze Cb pokochać? Jest dużo wytłumaczeń ... i wgl, ale by wszystko się ułożyło to musisz z nią na spokojnie porozmawiać. Powodzenia, i mam nadzieje że choć cokolwiek z tej pisaniny zrozumiałeś . :) Nie chodzi mi o to ze to tylko jej wina moja tez tylko ona nie chce mnie znac to co ja mam zrobic:((( TheEdge odpowiedział(a) o 14:29 Odbij ją tamtemu kolesiowi niewiem po co chcesz ja odzyskac przeciez gdyby cie kochała to nie zostawila by ciebie dla innego kolesia,na twoim miejscu zabawiłabym sie z kumplami to zawsze pomaga,olej ich dwoje niech dziewczyna nie widzi ze jestes zazdrosny a moze zateskni ...POWODZONKA...;* blocked odpowiedział(a) o 03:12 Ty też przynajmniej udawaj, że chodzisz z inną, wtedy może coś zrozumie, że nie kocha tamtego chłopaka i będzie chciała wrócić, a ty wtedy udaj, że jej nie chcesz i powiedz że już za późno, bo ty też masz inną i jak będzie płakać, błagać o wybaczenie to dopiero jej to przebacz i powinno być ok ;) Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub fot. Adobe Stock, eduard Sądzę, że każdy człowiek ma gdzieś takie miejsce, w którym czuje się naprawdę szczęśliwy. Dla mnie takim miejscem są Bieszczady. Tutaj się urodziłem i nie wyobrażam sobie, że mógłbym żyć gdzie indziej. Ale nie zawsze tak było. Jeszcze całkiem niedawno nienawidziłem tych okolic z całego serca. Wydawało mi się, że gdzieś tam, z dala od tych lasów, gór porośniętych wysokimi trawami i pustkowia, życie jest piękniejsze i lepsze. Obiecałem więc sobie, że zrobię wszystko, żeby uciec. Uczyłem się jak wariat, byleby tylko dobrze zdać maturę i dostać się na studia do Warszawy. I udało się. Pod koniec września, niedługo po swoich dziewiętnastych urodzinach, wyruszyłem do stolicy. Dokładnie pamiętam tamten dzień. Zanim nastał, mama przez całą noc prasowała mi ubrania, szykowała jedzenie, pakowała torby. Układała wszystko równiutko, żeby się nie pogniotło, i… płakała. – Synu, zastanów się. Przecież ty tam nie pasujesz. Po co ci to wszystko? Nie lepiej zostać w domu? – pytała przez łzy. Nie rozumiałem, dlaczego tak rozpacza. Przecież powinna się cieszyć i mnie wspierać! Wreszcie ktoś z naszej rodziny miał szansę wyrwać się z tego bieszczadzkiego piekła. Tymczasem ona do ostatniej chwili próbowała mnie zniechęcić do wyjazdu. Jakby z góry zakładała, że mi się nie uda. – Daj spokój, mamo. Nie zamierzam jak ojciec i brat harować od rana do nocy przy wyrębie lasu. Chcę pracować w przeszklonym biurowcu, chodzić w eleganckim garniturze, a nie taplać się w błocie w kufajce i gumofilcach – odparłem zniecierpliwiony. Spojrzała na mnie smutno. – Pamiętaj, jeśli będzie ci źle, zawsze możesz wrócić do domu – wyszeptała. Nie zamierzałam wracać. Chciałem udowodnić sobie i innym, że to tam, w wielkim świecie, jest moje miejsce; że sobie poradzę. W tym szklanym biurowcu czułem się obco Dopiąłem swego. Skończyłem studia z wyróżnieniem i dość szybko znalazłem pracę w wielkiej korporacji. Gdy mnie przyjęto, myślałem, że pana Boga za nogi złapałem. Cieszyłem się, że ja, chłopak ze wsi ukrytej gdzieś daleko wśród lasów i gór, będę pracować jak prawdziwy Europejczyk. W firmie od razu rzucono mnie na głęboką wodę. Szybko zorientowałem się, że muszę radzić sobie sam, że na pomoc „życzliwych” kolegów z działu nie mam raczej co liczyć. Tutaj każdy pilnował swojego stołka i dbał o własną karierę. Ludzie uśmiechali się do mnie, a za plecami obrabiali mi tyłek. Byłem twardy, sprytny, więc z czasem nauczyłem się omijać wszelkie rafy. Nabierałem pewności siebie, zdobywałem doświadczenie i… powoli zapominałem, że oprócz firmy istnieje jeszcze normalne życie. Nie miałem czasu na nic. Z domu docierały wieści, że brat się ożenił, urodziła mu się córeczka. A ja? Nie miałem nawet dziewczyny. W wolnym czasie układałem plan pracy na następny dzień. I tak w kółko… Mój wysiłek się opłacił. Awansowałem. Dostałem, podwyżkę, własny gabinet, służbowego laptopa i samochód. – Ten wieśniak to umie się urządzić. Pracuje zaledwie kilka lat, a już wdrapuje się na szczyt – szeptali koledzy z zazdrością. Powinienem być z siebie dumny, szczęśliwy, ale… nie byłem. Nie potrafiłem cieszyć się z sukcesu. Coraz częściej nachodziły mnie myśli, że w tym przepięknym, nowoczesnym biurowcu czuję się obco, jakby to nie było moje miejsce. Ale szybko je odpędzałem. „Człowieku, co z tobą, przecież to było twoje marzenie” – mówiłem do siebie ze złością. I znowu zasuwałem jak szalony. Wmawiałem sobie, że tak trzeba, i że to jedyna słuszna droga dla mnie. Cztery lata temu, gdy zapracowałem na kolejny sukces firmy, wziąłem dwa tygodnie wolnego – mój pierwszy tak długi urlop. Był środek zimy, więc pomyślałem, że polecę gdzieś do ciepłych krajów. Stać mnie było na to, wystarczyło tylko pójść do biura podróży. Zamiast tego wsiadłem jednak w samochód i ruszyłem do domu, w Bieszczady. Sam byłem zdziwiony, że to robię. Przecież jeszcze tak niedawno nie znosiłem tego miejsca. A teraz nagle za nim zatęskniłem… Do Rzeszowa dotarłem w miarę gładko. Ale jak wpakowałem się w te nasze wąskie drogi, podjazdy, zakręty i zjazdy, zaczęły się kłopoty. Mój śliczny, nowoczesny, służbowy samochód słabo radził sobie na śniegu i lodzie. Posuwałem się naprzód w żółwim tempie, aż wreszcie, jakieś dziesięć kilometrów od domu, utknąłem w zaspie. Nie miałem wyjścia. Zostawiłem auto i dziarsko ruszyłem przez las. Myślałem, że sobie poradzę. Przecież kiedyś, wracając ze szkoły, nieraz pokonywałem tę drogę na piechotę. I nie sprawiało mi to większych trudności. Teraz jednak spuchłem już po dwóch kilometrach. Brnąłem przez śnieg coraz wolniej, zastanawiając się, czy uda mi się dotrzeć na miejsce przed zmrokiem. I wtedy usłyszałem za plecami warkot silnika. Odwróciłem się. Zza zakrętu wyłoniła się stara terenówka. Parła pod górę jak czołg. Kierowca zatrzymał się koło mnie i uchylił okno. Za kierownicą siedziała dziewczyna. Piękna jak marzenie. Aż mi dech zaparło. Przez te lata bardzo się zmieniła... – Może cię podwieźć do domu? – zapytała wesołym tonem. – Bo chyba utknąłeś. Tamto srebrne cudo w zaspie to twoje? – Moje. I bardzo chętnie skorzystam z pomocy. Ale… Czy my się znamy? – zapytałem, gramoląc się do środka. – Jasne, że tak! Jestem Jagoda! Mieszkaliśmy kiedyś po sąsiedzku – odparła. – O rany, przepraszam, bardzo się zmieniłaś – zmieszałem się; to fakt – gdy wyruszałem na podbój stolicy, Jagoda była w liceum. Miała pryszcze na policzkach i długie, chude nogi. Nie zwracałem na nią uwagi. Tymczasem przez te lata z brzydkiego kaczątka zamieniła się w przepięknego łabędzia. Dotarliśmy pod dom rodziców po kwadransie. Podziękowałem Jagodzie za ratunek – A o samochód się nie martw. Mój ojciec wyciągnie go rano traktorem – powiedziała na pożegnanie i chciała zatrzasnąć drzwi. Powstrzymałem ją. – Słuchaj, może się jutro spotkamy? Poopowiadasz, co u ciebie – zaproponowałem. – Zapraszasz mnie na kolację? – Oczywiście! Gdzie tylko chcesz! – No dobrze… Ale pojedziemy moim samochodem. Nie mam ochoty utknąć gdzieś z tobą w zaspie – uśmiechnęła się. Nie skończyło się na jednej kolacji. Spędzałem z Jagodą całe dnie. Jeździliśmy na nartach, chodziliśmy na wycieczki w góry. A wieczorem jechaliśmy gdzieś coś zjeść. Rozmawialiśmy z ludźmi, śmialiśmy się. Przypomniałem sobie, że oprócz mojego zapędzonego świata jest jeszcze inny. Spokojniejszy, radośniejszy, bardziej przyjazny. Odkrywałem Bieszczady na nowo i ze zdumieniem zauważyłem, że coraz bardziej mi się podobają. Zrozumiałem coś jeszcze: że zakochałem się w Jagodzie. Powiedziałem jej o tym ostatniego wieczoru, przed wyjazdem. Spojrzała na mnie smutno. – Ja też cię kocham, Piotr. Ale to nie ma sensu. Ty żyjesz tam, ja tu. Nic z tego nie będzie. Zapomnij o mnie – wykrztusiła. – No to wyjedź ze mną! – błagałem. – Nie mogę, nie chcę. Tutaj jest moje miejsce i tu czuję się szczęśliwa – odparła. Wreszcie byłem wolny! Wróciłem do Warszawy. Na biurku piętrzyły się stosy dokumentów. Rzuciłem się w wir pracy. Znowu dziesiątki spotkań, narad, rozmów z bardzo ważnymi klientami. Przy życiu trzymały mnie tylko wspomnienia o dwóch tygodniach spędzonych w Bieszczadach. I rozmowy z Jagodą… Dzwoniłem do niej codziennie. Choć starałem się ze wszystkich sił, nie potrafiłem o niej zapomnieć. – Jak masz dość, rzucaj to wszystko i przyjeżdżaj – mówiła, ale ja czułem opór. Ciągle jeszcze myślałem, że to moje życie, moje miejsce. Po trzech miesiącach coś we mnie pękło. Tamtego dnia od godziny siedziałem u prezesa i wysłuchiwałem idiotycznych pretensji na temat spadku wydajności pracowników w moim dziale. Ludzie zasuwali jak mrówki, żyły sobie wypruwali, a on się czepiał. – Jeśli nie poprawicie wyników, to się rozstaniemy. I z pana pracownikami, i z panem – zagroził w pewnym momencie. Miałem dość. – Mówi pan, że się rozstaniemy. No to do widzenia – i z tymi słowami wyszedłem. Napisałem wypowiedzenie, oddałem służbowego laptopa, kluczyki od samochodu i wybiegłem na zewnątrz. Serce biło mi jak szalone. Nie mogłem uwierzyć, że przed chwilą zwolniłem się z pracy. Zadzwoniłem do Jagody. – Wyjedziesz po mnie jutro na dworzec w Rzeszowie? – zapytałem podekscytowany. – Rany boskie, a co się stało?! Zabrali ci prawo jazdy? Zepsuł ci się samochód? – Nie, nic takiego. Po prostu wracam do domu. Na zawsze! – odparłem. Gdy wypowiedziałem te słowa, poczułem olbrzymią ulgę. Wreszcie byłem wolny. Od tamtego dnia minęły cztery lata. Prowadzę z ojcem i bratem firmę, zajmujemy się handlem i obróbką drewna. Ja wziąłem na siebie finanse i sprzedaż, oni resztę. Jesteśmy z Jagodą małżeństwem, wkrótce przyjdzie na świat nasze pierwsze dziecko. Niedawno przeprowadziliśmy się do pięknego, starego domu niedaleko Ustrzyk Dolnych. Kiedy wychodzę rano do pracy i patrzę na pokryte teraz śniegiem korony strzelistych świerków, nie mogę uwierzyć we własne szczęście. Mam przecież wszystko, o czym człowiek może marzyć: prawdziwą miłość, spokój – i swoje miejsce na ziemi. Czytaj także:„Mąż całe życie wydzielał mi pieniądze. Gdy zachorował, po prostu je sobie wzięłam. Ta forsa należy mi się jak psu buda”„Mąż był ze mną, by połechtać swoje ego. Gdy zaczęłam odzyskiwać rezon, uciekł do innej zahukanej naiwniaczki"„Umówiłem się na randkę z gorącą laską z neta. Tak przynajmniej myślałem... Przyszło mi słono zapłacić za moją naiwność” napisał/a: Sulir 2014-08-20 19:31 Witam wszystkich Proszę o jakąś radę, bo nie wiem co robić, a tm bardziej co myśleć. Oto moja historia. Pół roku temu poznałem dziewczynę, z którą zaczołem się spotykać (mamy po 26 lat). Nasza znajomość wynikła z tego że sama odnalazła mnie na portalu społecznościowym, po czym zaproponowała spotkanie, i tak zaczeliśmy się regularnie spotkać. Po upływie miesiąca zaproponowała abyśmy spotykali się częściej i zasugerowała mi że chce być ze mną, więc zostaliśmy parą. Do lipca tego roku spotykaliśmy się 2- 3razy w tygodniu ( na jej prośbę), nasze spotkania były naprawdę super (sam to powiedziała), pokazywała że bardzo jej na mnie zależy, codziennie wieczorem do mnie dzwoniła aby porozmawiać, gdy się nie widzieliśmy dłuższy czas dzwoniła i mówiła że tęskni za mną, za moim głosem, że chce się przytulić i nie może się doczekać aż mnie zobaczy. Była zazdrosna o mnie gdy bez niej gdzieś wchodziłem i się o mnie troszczyła, poprostu pokazywała że jej zależy i coraz bardziej się angażowała ( sama tak mówiła), zapraszała mnie do siebie, na różne wycieczki, spotkania ze znajomymi, było poprostu tak jak powinno być. Ale niestety to się skończyło w lipcu po powrocie z wakacji które razem spędziliśmy. Na pewnej imprezie zaczeła się dziwnie zachowywać, następnego dnia się spotkaliśmy bo chciałem wyjaśnić jej zachowanie i wtedy powiedziała mi ze nie wie co do mnie czuje, i że nie jest to co by chciała do mnie poczuć. Po powrocie do domu napisałem jej wiadomość, aby napisała mi że nic z tego nie będzie na 100 %, ale ona opisała że potrzebuje czasu, aby pomyśleć ( więc go dostała). Po tygodniu spotkaliśmy się i powiedziała że chce być dalej razem ze mną, ale nie wie ciągle co z tego będzie. Mineły dwa tygodnie i sytuacja się powtórzyła tylko że tym razem na spotkaniu, powiedziała mi ze na pewno nic z tego nie będzie ( chce abyśmy zostali przyjaciółmi, bo uwielbia ze mną spędzać czas i nie chce mnie stracić) . Ale nie wiem czy to jest prawda. Przez ten czas dobre ją poznałem, wiem ze w przeszłości bardzo została skrzywdzona i to nie raz( mowiła ze boi się kolejnego skrzywdzenia). I właśnie nie wiem co myśleć o tym wszystkim, bo dziewczyna zachowywała się cudownie, naprawdę jak by mnie kochała bo nie da się udawać takiego zachowania, tego jak na mnie patrzyła, jej blasku w oczach na nasze spotkania i tego co miedzy nami było. Teraz nie wiem co mam zrobić bo bardzo się zaangażowałem w nasz związek, nawet powiem że pokochałem Ją i bardzo mi zależy aby tak to się nie skończyło. Obecnie nie kontaktuje się z nią bo powiedziałem że nie chce jej widzieć przez jakiś czas i niech nie pisze ani nie dzwoni, ale bardzo tęsknię za nią, i che ją zobaczyć. Nie wiem co mam teraz robić, czuje się jak by jakaś część mnie umarła. Proszę o pomoc. Czy da się coś zrobić, co robić, bo obecnie w moim stanie moje zachowanie jest po prostu chaotyczne. Pozdrawiam i dziękuję za pomoc. Witam serdecznie! Rozumiem, że przeżywa Pan bardzo wiele negatywnych emocji w związku z tym, jak zachowała się Pana dziewczyna. Byliście ze sobą 9 miesięcy, kiedy nagle dziewczyna oznajmiła Panu, że chce zakończyć związek, bo odnowiła kontakt z byłym partnerem. Zrezygnowała z relacji z Panem na rzecz niepewnego związku na odległość z byłym chłopakiem. Nic dziwnego, że czuje się Pan odtrącony, samotny, smutny i tęskni za tym, co było piękne między Wami. Pyta Pan, jak odzyskać dziewczynę, która zerwała z Panem. Tak naprawdę nie wiem, bo nie znam Pana dziewczyny. Nie wiem, jakie ma zamiary, co do Pana rzeczywiście czuje. Proszę pamiętać, że to ona zadecydowała o końcu Państwa związku. Nie może Pan zmusić jej do miłości i do tego, by do Pana wróciła, kiedy ona tego nie chce. Proszę sobie też zadać pytanie, czy jest sens walczyć o ten związek, skoro dziewczyna nie ma motywacji, by go budować. Czy warto walczyć o partnerkę, która kończy związek i po kilku rozmowach internetowych z eks partnerem chce do niego wrócić, przekreślając to, co Państwo razem stworzyliście? Czy warto zabiegać o kontakt z nią, skoro ona sama nie chce rozmawiać? Nie znam odpowiedzi na te pytania. Tylko Pan najlepiej zna dziewczynę i będzie najlepiej wiedział, co zrobić. Wierzę, że podejmie Pan najlepszą dla siebie decyzję. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

dziewczyna mnie zostawila co robic