Kliknij tutaj --> 🐏 bajka o burzy do czytania
Liczy się tylko to, że nie mają tego nowego, co właśnie znalazły, zobaczyły, a co jest w posiadaniu kogoś innego. Sztuka doceniania to coś, czego można się nauczyć. Bajka o zazdrości może być dobrym początkiem. Gdy dziecko jest zazdrosne, bajka pomoże zastanowić się, co myśli osoba, której nasza pociecha czegoś zazdrości.
O czerwonym samochodziku. Dawno, dawno temu był sobie mały blondynek o imieniu Wilek, który uwielbiał bawić się samochodzikami. Jego ulubionym samochodzikiem w pokoju dziecięcym był mały czerwony samochodzik imieniem Red. Ale to nie był zwykły samochód, to był magiczny samochód, który strzegł Wilka od jego narodzin.
Czyta się 2 minuty. Tygrys był panem lasu. Wszystkie zwierzęta bały się go i podziwiały. A ponieważ wbijało go to w dumę, codziennie rano przychodził przeglądać się w wodzie jeziora. Wpatrywał się z zachwytem w swoją piękną sierść, w swoje dumne wąsy, w błyszczące kły i stwierdzał, że jest przystojny. Jednak pewnego
O czym dziś posłuchają Słodziaki i Słodziaki Juniorzy? Posłuchajcie bajki o magicznych ziarenkach z Nietoperzem Nikodemem w roli głównej i zobaczcie jaki pły
cena z 30 dni. 12, 25 zł. Bajki na dobranoc dla dzieci (twarda oprawa) 21,24 zł z dostawą. dostawa jutro do 10 miast. 49, 00 zł. 100 bajek naszego dzieciństwa 21 sztuk prezent. 57,99 zł z dostawą. dostawa jutro do 10 miast.
Site De Rencontre Gratuit A 100 Pour Cent. Lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim przyjaciół poznaje się w polskie © Piotr Walczak, 2022 Pewnego razu, przez wielką pustynię wędrowała karawana. Podróżni jechali na wielbłądach i koniach przez wiele dni, co jakiś czas zatrzymując się w oazach, gdzie uzupełniali zapasy wody i odpoczywali przed dalszą wędrówką. Któregoś dnia na pustyni rozpętała się burza piaskowa. Wicher wzniecił takie tumany piasku i pyłu, że zrobiło się ciemno i nic nie było widać. Trwało to przez kilka godzin. Kiedy burza ucichła, a tumany opadły, okazało się, że brakuje jednego wielbłąda, konia i… osła, który także podróżował razem z karawaną. Podróżnicy pogodzili się z utratą zwierząt i podążyli w dalszą drogę. Tymczasem zagubiony koń szedł przed siebie oszołomiony niedawną burzą i natrafił na wielbłąda. Wielbłąd był na wpół przysypany piachem i nie mógł ruszyć się z miejsca. – Pomogę ci się wydostać – powiedział koń i kopytami zaczął odgrzebywać piach, w którym ugrzązł wielbłąd. Po jakimś czasie piasek był już na tyle rozgarnięty, że wielbłąd mógł samodzielnie stanąć na nogi. – Dziękuję przyjacielu – rzekł do konia. – Teraz musimy odnaleźć karawanę. – Ale jak? – strapił się koń. – Nie wiadomo w którą poszli stronę. – Karawana poszła na północ – oświadczył wielbłąd. – Tak się składa, że znam się na kierunkach świata i wiem, w którą stronę trzeba iść. Wyruszyli więc we dwójkę, a kierunek wyznaczał wielbłąd. Po jakimś czasie natrafili na zagubionego osła, który dołączył do nich i dalej podróżowali już we trójkę. Wędrówka była bardzo wyczerpująca, a karawany nigdzie nie było widać. Doskwierał im upał i pragnienie. Szczególnie to ostatnie mocno im się dawało we znaki. Kiedy więc dotarli do malutkiej oazy z kilkoma palmami i studnią, cała trójka bardzo się ucieszyła. Obok studni stało wiadro wypełnione wodą. Gdy osioł zobaczył wodę, rzucił się pędem w jej kierunku. – Zaczekaj – krzyknął za nim koń. – Ostrożnie! Osioł na ten krzyk jednak nie zważał. Dobiegł do wiadra, ale nie wyhamował w porę i uderzył w nie nogą. Wiadro wywróciło się, woda wylała i natychmiast wsiąkła w piasek. Kiedy koń z wielbłądem dobiegli do studni, zastali osła jak zlizuje kilka ostatnich kropel z wiadra. – Ech, ty ośle – jęknął koń. – Starczyłoby dla nas wszystkich, a teraz żaden się nie napije. Osioł zakwiczał na to głupawo, a wielbłąd w ogóle się nie odezwał. Cała trójka zajrzała do studni. Woda była głęboko. Tylko człowiek mógł spuścić wiadro na dół i ponownie je napełnić. Człowieka jednak w oazie nie było. – Wygląda na to, że nasza karawana tu była i ludzie napełnili wiadro wodą – powiedział wielbłąd i wskazał na ślady w piasku, które ginęły gdzieś na północnym horyzoncie. – Musimy iść za nimi – dodał i ruszył po śladach. Koń poszedł za wielbłądem, a za koniem osioł. Wędrowali tak przez długi czas, coraz bardziej wyczerpani, aż w końcu dotarli do kolejnej oazy. Osioł dostrzegłszy studnię z daleka, nabrał nagle niespożytych sił i puścił się w te pędy w jej kierunku. – Zaczekaj! – krzyknął koń i pobiegł za nim. Wyprzedził osła i zagrodził mu drogę do wiadra, które stało obok studni wypełnione wodą, tak jak w pierwszej oazie. – Pozwólcie najpierw mnie się napić – poprosił osioł, gdy dołączył do nich wielbłąd. – Jestem najmniejszy i najmniej wytrzymały z nas trzech. Koń popatrzył pytająco na wielbłąda. – Cóż, ja najdłużej mogę wytrzymać bez wody – powiedział wielbłąd. – Ty decyduj, czy osioł pierwszy może się napić – rzekł do konia. Koń spojrzał na osła, który zrobił bardzo nieszczęśliwą minę. Żal mu się go zrobiło, i mimo, że bardzo chciało mu się pić, zgodził się, żeby ten napił się pierwszy. Osioł rzucił się z radosnym kwikiem do wiadra i zaczął pić. Nim się koń z wielbłądem spostrzegli, osioł wypił całą wodę. Ilustracja: Sebastian Bauman – Coś ty narobił!? – zarżał koń z oburzeniem. – Nie zostawiłeś dla nas nawet kropli! – No… tak się jakoś złożyło – zakwiczał osioł mlaskając, bo woda bardzo mu smakowała. Koń z wielbłądem zajrzeli do studni. Woda była głęboko i tylko człowiek mógł ponownie napełnić wiadro. Ludzie jednak odeszli wraz z karawaną. Osioł do studni nie zaglądał, bo woda już go nie interesowała. Położył się zadowolony w cieniu pod palmą i zaczął ziewać. – Musimy iść dalej – rzekł wielbłąd. – Na to wygląda – poparł go koń, mimo, że był bardzo wyczerpany. – Ja nie idę – odezwał się osioł. – Jestem zmęczony i muszę odpocząć – dodał i odwrócił się na drugi bok. Koń z wielbłądem popatrzyli po sobie i bez słowa ruszyli po śladach na piasku, które zostawiła karawana. Ślady ginęły gdzieś w wydmach na północy. Kiedy osioł podniósł głowę i popatrzył w tamtym kierunku, zobaczył tylko dwie majaczące sylwetki rozlewające się w falującym od gorąca powietrzu. Prychnął z zadowolenia i usnął. Koń z wielbłądem, słaniając się na nogach, wsparci jeden o drugiego, wędrowali jeszcze przez bliżej nieokreślony czas. Wszystko zlewało im się w jedno: pustynia, skwar i pragnienie wody. W końcu koń opadł już z sił zupełnie i runął na piasek. Wielbłąd nie był w stanie go podnieść i poszedł dalej. Zdawało mu się, że w oddali majaczą zielone liście palm. Koń śnił. Śnił, że galopuje po plaży wzdłuż bezkresnego jeziora. Nadbiegające fale omywały brzeg, a kopyta rozpryskiwały wodę na wszystkie strony. Krople spadały na grzywę i na łeb, przyjemny chłód rozlewał się po ciele. – Woda… – jęknął koń, poruszając łapczywie językiem i nozdrzami. Otworzył oczy. Nad nim stał wielbłąd i poił go wodą wprost ze swojego pyska. – Skąd masz wodę? – spytał koń z wysiłkiem. – W pobliżu jest oaza, studnia i wiadro wody. Nabrałem trochę i ci przyniosłem – odparł przyjaciel. Koń poczuł jak odzyskuje siły. Trudno było mu określić, czy te siły wracają pod wpływem wody, wdzięczności do wielbłąda, czy też pod wpływem bliskości oazy. Dość powiedzieć, że stanął na nogi i, podtrzymywany przez wielbłąda, zdołał dojść do studni w trzeciej oazie. Tutaj zgodnie wypili wiadro wody, odpoczęli nieco, a nabrawszy sił, ruszyli w ślad za karawaną, której świeże ślady ginęły gdzieś za linią piasku i nieba. I tak się stało, że gdy dotarli do następnej oazy, zastali w niej swoją karawanę. Co się stało z osłem, tak naprawdę nie wiadomo. Jedni mówią, że ruszył po jakimś czasie za wielbłądem i koniem, ale zgubił się na pustyni i przepadł bez wieści. Drudzy twierdzą, że odnalazła go inna karawana. Bez względu na to, jaki był ostateczny los osła, sprawdza się w tej historii mądrość przysłowia, że lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć. Przysłowie o tym, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, również znajduje tu zastosowanie. K O N I E C Mam nadzieję, że bajka Ci się spodobała 🙂 Zapraszam do czytania innych opowieści z tej strony. Jeśli chcesz dorzucić cegiełkę do jej rozwoju, możesz kupić moją książkę „Herbus Poziomka” w wersji drukowanej, jako e-book lub audiobook. Pozdrawiam, Piotr Walczak Tak Piotrze, kupuję!
Spis treści Bieda: 1 Bogactwo: 1 Burza: 1 Chciwość: 1 2 3 Chłop: 1 2 Cud: 1 2 Kobieta: 1 Korzyść: 1 Małżeństwo: 1 Mąż: 1 2 3 Mężczyzna: 1 Morze: 1 2 Okrucieństwo: 1 Pozycja społeczna: 1 2 3 Pycha: 1 2 Sielanka: 1 Starość: 1 Szaleństwo: 1 Szlachcic: 1 Władza: 1 2 Wygnanie: 1 Żona: 1 2 3 Bajka o rybaku i rybcetłum. Renata Lis 1 Sami nad ciemnym, błękitnym morzem; W biednej lepiance[1] razem mieszkali Równych trzydzieści lat i trzy lata. 5Stary co rano chodził rybaczyć, Babcia w tym czasie przędła swą przędzę. Morze, CudRzucił raz dziadek sieci na wodę — Sieć pełna mułu z morza wróciła. Drugi raz rzucił sieci na wodę, 10Sieć z trawą morską morze zwróciło. Trzeci raz rzucił sieci na wodę — Sieć z jedną rybką z wody wróciła, Ale z niezwykłą, bo całą złotą. Jak zacznie błagać rybka ta złota! 15Ludzkim językiem dziadunia prosi: «Wypuść mnie, starcze, z powrotem w morze, Jeśli to zrobisz, nie pożałujesz: Dam ci, co zechcesz, tylko mi powiedz». Zdumiał się dziadek, a i wystraszył: 20Jak długo mieszkał nad morzem ciemnym, Nie słyszał jeszcze rybiego słowa. Wypuścił rybkę znowu do wody, A przy rozstaniu życzył jej z serca: «Niech cię Bóg strzeże, rybeczko złota! 25Nie potrzebuję twojej zapłaty; Woła cię morze ciemne, błękitne, Pływaj tam sobie wolno, szczęśliwa». Rzekł jej o cudzie, wszystko jak było. 30«Dasz wiarę, żono? Złowiłem rybkę, Ale niezwykłą, bo całą złotą; Gadała ze mną tak jak ja z tobą, Pragnęła wrócić w morze głębokie, Za swoją wolność chciała dać wykup: 35Mogłem mieć wszystko, gdybym poprosił. Ja nic nie wziąłem, trochę się bałem, Puściłem rybkę w morze głębokie». Lecz wtedy babcia sklęła dziadunia: «Gdzie miałeś rozum, głupi prostaku! 40Czemuś nie żądał jakiej zapłaty! Przydałoby się chociaż koryto, Widzisz, że stare już się rozbiło». I poszedł dziadek nad morze ciemne; Widzi, że morze lekko się marszczy. 45Zaczął przyzywać złociuchną rybkę, Ta przypłynęła i zaraz pyta: «Czego ci trzeba, dziadku rybaku?» «Zlituj się, proszę, szanowna rybko! 50Staruszka moja dziś mnie zrugała[2], Piekli[3] się strasznie, żyć mi nie daje: Chciałaby, mówi, nowe koryto; Bo stare całkiem już się rozbiło». Na to mu rzekła rybeczka złota: 55«Nie smuć się dziadku, idź, wracaj z Bogiem, Dostanie babcia nowe koryto». I poszedł dziadek do swej babuni, Koryto stoi, jak obiecano. Ale babunia piekli się straszniej: 60«Gdzie miałeś rozum, głupi prostaku! Wyprosił dureń samo koryto! Wielka mi korzyść! Ach, ty łamago! Zawracaj zaraz do swojej rybki; Pokłoń się nisko i żądaj chaty». 65I poszedł dziadek nad ciemne morze, (Wzburzyło się trochę morze ciemne). Zaczął przyzywać złociuchną rybkę, Ta przypłynęła i zaraz pyta: «Czego ci trzeba, dziadku rybaku?» 70Dziadek pokornie rybce się kłania: «Zlituj się, proszę, szanowna rybko! Jeszcze okropniej sklęła mnie stara, Piekli się strasznie, żyć mi nie daje: Kłótliwej babie marzy się chata». 75Na to mu rzekła rybeczka złota: «Nie smuć się dziadku, idź, wracaj z Bogiem, Tak właśnie będzie: dostanie chatę». I wrócił dziadek do swej lepianki, A po lepiance nie ma już śladu; 80Zobaczył chatę — z widną izdebką, Świeżo bielony komin ceglany, Z dębowych bali drzwi wyciosane. Babunia w złości czeka na progu I klnie starego na czym świat stoi. 85«Gdzie miałeś rozum, głupi prostaku! Patrzcie go, dureń zażądał chaty! Wracaj do rybki i się jej pokłoń: Nie chcę być dłużej zwyczajną chłopką, Chcę zostać herbową szlachcianką». 90I poszedł dziadek nad ciemne morze, (Niespokojne było morze ciemne). Zaczął przyzywać złociuchną rybkę, Ta przypłynęła i zaraz pyta: «Czego ci trzeba, dziadku rybaku?» 95Dziadek pokornie rybce się kłania: «Zlituj się, proszę, szanowna rybko! Żonka szaleje coraz okropniej, Piekli się strasznie, żyć mi nie daje: Nie chce być dłużej zwyczajną chłopką, 100Chce zostać herbową szlachcianką». Na to mu rzekła rybeczka złota: «Nie smuć się dziadku, idź, wracaj z Bogiem». Patrzy, a tam dwór szlachecki stoi. 105Na ganku widzi żonkę swą starą W drogim serdaku[4] z sobolich futer, Z głową zwieńczoną czepcem z brokatu[5], Na szyi ciężkich ma pereł sznury, Złote pierścienie błyszczą na palcach, 110Na nogach czerwone lśnią buciki. Czapkują przed nią pokorni słudzy; Ona ich chłoszcze, wlecze za włosy. I mówi dziadek do swojej żonki: «Witaj, wielmożna jaśnie pani! 115Jak widzę, duszko, masz teraz wszystko». Babcia go znowu strasznie skrzyczała, Za karę poszedł pracować w stajni. Tak minął tydzień jeden i drugi, 120Znowu wysyła dziadka nad morze. «Wracaj do rybki, pokłoń się nisko: Nie chcę być dłużej wielmożną panią, Chcę być całego kraju carycą». Zląkł się dziadunio, żonę zaklina: 125«Czyś ty się, babo, czego najadła? Toż trzeba wiedzieć, jak mówić, chodzić, Ośmieszysz się na całe cesarstwo». Rozsierdziła[6] się strasznie babunia, W twarz bez namysłu trzasnęła męża. 130«Jak śmiesz, ty chamie, mi się sprzeciwiać — Szacunek jesteś winien szlachciance. Ruszaj nad morze, nie marnuj czasu, Bo cię przymuszę, słowo honoru». Zatem wyruszył dziadek nad morze, 135(Poczerniało całkiem morze ciemne). Zaczął przyzywać złociuchną rybkę, Ta przypłynęła i zaraz pyta: «Czego ci trzeba, dziadku rybaku?» Dziadek pokornie rybce się kłania: 140«Zlituj się, proszę, szanowna rybko! Żonka mi znowu się zbuntowała: Nie chce być dłużej wielmożną panią, Chce być całego kraju carycą». Na to mu rzekła rybeczka złota: 145«Nie smuć się dziadku, idź, wracaj z Bogiem! Wedle życzenia — będzie carycą!» Dwór zniknął, stoją carskie komnaty. W komnatach widzi swoją staruszkę — 150Siedzi za stołem jako caryca, Szlachta, bojarzy[7] jej nadskakują, Zamorskie trunki leją jej strugą; A ta zajada tłoczone pierniki; Jej straż w milczeniu stoi półkolem, 155Lśnią w gotowości groźne toporki. Widzi to stary i jak się zlęknie! Do nóg upada swojej babuni I woła: «Witaj, moja wszechwładna! Teraz masz, duszko, naprawdę wszystko». 160Lecz nie spojrzała na niego babcia, Kazała tylko precz go przepędzić. Podbiegła szlachta, za nią bojarzy, Dziadka obili, potem pognali. Na końcu jeszcze straż go dopadła, 165Na szczapy omal nie porąbali. Carscy poddani śmieli się nad nim: «Słusznie dostałeś, ty stary głupcze! Będziesz pamiętał do końca życia: To nie są progi na chłopskie nogi». 170Tak minął tydzień jeden i drugi, Aż znowu bardziej zgłupiała stara: Dworaków swoich śle szukać męża, Znaleźli starca, przed tron przywiedli. 175«Wracaj nad morze, pokłoń się rybce: Nie chcę być kraju tego carycą, Chcę być władczynią wszystkich mórz świata, Zamieszkać w wielkim Oceanie I złotą rybkę mieć na usługi 180Na każde moje zawołanie». Dziadunio nie śmiał się jej sprzeciwić, Więc nie odezwał się ani słowem. A tam na morzu szaleje burza, 185Wzdęły się gniewem pieniste fale, Pędzą do brzegu z hukiem i wyciem. Zaczął przyzywać złociuchną rybkę, Ta przypłynęła i zaraz pyta: «Czego ci trzeba, dziadku rybaku?» 190Dziadek pokornie rybce się kłania: «Zlituj się, proszę, szanowna rybko! Nie wiem, co począć z przeklętą babą. Nie chce być dłużej kraju carycą, Chce być władczynią wszystkich mórz świata, 195Zamieszkać w wielkim Oceanie I ciebie, pani, mieć na usługi Na każde swoje zawołanie». Rybka tym razem nic nie odrzekła, Tylko ogonkiem złotym plusnęła 200I odpłynęła w morze głębokie. Długo stał dziadek, czekał na słowo, Aż wreszcie z niczym do żony wraca, Patrzy i własnym oczom nie wierzy: Znowu lepianka, znowu babunia, 205A przed nią rozbite koryto. 14 października 1833
Kuleczka tuliła się do swojej mamy, drżąc z chłodu i strachu po przeżyciach minionej nocy. Huragan przeniósł je daleko od rodzinnego cichutko, wtuliła główkę pod matczyne skrzydło. Mama ćwierkała uspokajająco:– Nie martw się, Kuleczko. Już minęło to, co najgorsze. Teraz tylko musimy odnaleźć nasze gniazdo.– I tatusia – ćwierknęła mała ptaszyna.– Tak, skarbie. Miejmy nadzieję, że wszystko dobrze się głosie wróblej mamy brzmiał smutek. Widziała przecież, jak ciśnięty wichrem konar ugodził jej męża, strącając go we wzburzone wody potoku. Nie chciała jeszcze o tym powiedzieć córeczce, ale nie miała większej nadziei.– Dobrze będzie, córciu. Sfruniemy teraz i troszkę się posilimy. Musimy odpocząć i nabrać sił. Porozmawiamy z innymi i znajdziemy jakoś drogę do gniazda. Na szczęście jest już dnia mama podjęła decyzję, mówiąc córce:– Rozmawiałam z naszymi kuzynami. Zaniosło nas daleko od gniazda, ale możemy odnaleźć drogę powrotną. Wylecimy niedługo.– A co z tatusiem, mamuś? Trzeba go poszukać, jeśli się zgubił – Kuleczka zaćwierkała cichutko i pisnęła pytająco.– Dużo o tym myślałam. Ale jednak polecimy, skarbie. Jeśli tatuś będzie nas szukał, to przyleci do koniec dnia po długiej podróży wróbelki zobaczyły znajomą okolicę i dotarły do rodzinnego gniazda. Było trochę uszkodzone, ale mama zajęła się naprawą i mogły w nim dalej dni upłynęły im na zwykłych zajęciach, ale już nie było tak samo, jak kiedyś. Tata się nie zjawiał. Mama była strapiona, widać było, że coś ją gryzie. Wreszcie zdecydowała się porozmawiać z córeczką.– Widzisz, Kuleczko – zaczęła. – To, co chcę ci powiedzieć, jest bardzo smutne. Boję się, że tatusiowi stało się coś złego. Być może nie zobaczymy go spodziewała się tego. Ale nie mogła się opanować. Zaczęła płakać.– To twoja wina! – krzyknęła. – Nie chciałaś poczekać na tatę. A jeśli on był chory i potrzebował nas? I nie mógł tu przylecieć? Dlaczego nie chciałaś poczekać? Dlaczego go nie szukałaś?Po chwili płakały następne dni Kuleczka czuła się bardzo źle. Przecież jedna burza nie może zniszczyć rodziny. Obowiązkiem ich jest szukać tatusia. Chciałaby, aby wszyscy byli razem w jednym gnieździe. Cierpiała. Miała żal do mamy, jednocześnie zaś chciałaby jej pomóc, a nie wiedziała dnia Kuleczka wałęsała się smutna. Dotarła na skraj brzozowego zagajnika, gdzie las stykał się z domami, zamieszkałymi przez ludzi. Usiadła na drewnianym płocie. Było tam kilka młodych wróbelków, które z ożywieniem omawiały różne plotki. Nie chciała słuchać ich radosnego ćwierkania. Sfrunęła na podwórze. Obok drewnianego domku na ziemi wygrzewał się zwinięty w kłębek piesek o jasnobrązowej sierści w białe łaty. Kuleczka podskoczyła do niego kilkakrotnie na swoich cienkich nóżkach i przekrzywiła łepek na bok.– Ćwir, ćwir, dzień nastawił uszy, otworzył oczy, uniósł głowę i zamerdał ogonem. Otworzył pysk, a spomiędzy białych ząbków wysunął się różowy język.– Hau, hau, dzień dobry, kruszynko.– Nie jestem kruszynka, tylko Kuleczka – zaszczebiotała.– Bardzo ładnie się nazywasz. A ja jestem Puszek.– Och, to też ładne imię. Ciekawa jestem, czy wymyśliła je twoja mama, czy też tata?– Ludzie mnie tak nazwali, hau. Nie znam swoich rodziców. – Oczy pieska przygasły, a uszy opadły.– Och, przepraszam cię. Nie chciałam ci sprawić przykrości.– Nie szkodzi, Kuleczko. Kiedyś z tego powodu było mi bardzo smutno. Chyba coś się stało zaraz po moim urodzeniu. Nie pamiętam ani taty, ani mamy. Ale teraz jestem szczęśliwy. Ludzie, u których mieszkam, to prawdziwi przyjaciele. Bardzo dobrze się rozumiemy. Uratowali mnie, gdy byłem ciężko chory. Czuję się wśród nich jak w rodzinie. Kocham ich, a oni mnie.– Puszku, jesteś szczęśliwy. Chociaż… – Kuleczka zastanowiła się głęboko. – To musiało być straszne, gdy czułeś, że nie masz ani taty, ani mamy. Ze mną tak jest teraz. Jestem bardzo smutna, bo tata nam zaginął. Mama chyba już się z tym pogodziła, ale ja nie mogę. Chciałabym, żebyśmy byli wszyscy bliżej ku pieskowi. Wreszcie mogła komuś opowiedzieć o tym, co ją gnębi. Słuchał uważnie.– Rozumiem cię, Kuleczko – powiedział, gdy skończyła swą opowieść. – Ale widzisz, w życiu jest tak, że zdarzają się bardzo trudne chwile. Lecz to, co złe i smutne, przemija, a życie przynosi dużo dobrego. Z tobą też tak będzie.– Ale kiedy, Puszku? – Kuleczce zaszkliły się oczka.– Nie wiem, kiedy. Ale wiem, że każdy dzień przynosi jakieś niespodzianki i niektóre z nich są miłe. Rozumiem, że brak ci taty. Ale może wróci. A póki co masz mamę, która z pewnością bardzo cię kocha. Na pewno też potrzebuje ciebie. Czy wiesz, jak musi być jej smutno, gdy widzi, że cierpisz? Trzymajcie się razem, a będzie wam lżej. Na pewno też spotkasz dobrych przyjaciół, tak jak ja spotkałem.– Dziękuję ci za te słowa. A ty – czy chciałbyś być moim przyjacielem?– Ależ oczywiście, Kuleczko! Właśnie chciałem cię o to poprosić, hau, hau. – Z tym słowami ogonek Puszka zaczął tańczyć wesoło. – Nie miałem jeszcze przyjaciela wśród wróbli. Czuję, że masz wrażliwe serduszko, a to wiele znaczy. Będę bardzo szczęśliwy.– Och, Puszku, jak to dobrze! – Kuleczka zaszczebiotała i podskoczyła aż pod uśmiechnięty pyszczek powąchał Kuleczkę i delikatnie polizał ją po główce. Uśmiechnęła się.– Wiesz, Puszku, co teraz zrobię? Polecę do mamy i opowiem jej o tobie. Chcę, żeby wiedziała, że jestem już spokojniejsza i bardziej ufna. Ale niedługo wrócę do ciebie, chcesz?– Oczywiście. Będę na ciebie czekał, hau, hau, hau.– Do widzenia, Puszku, ćwir, pomachała pieskowi skrzydełkiem i przejęta poleciała do gniazda, żeby opowiedzieć o swoim przyjacielu. Chciała też powiedzieć mamie, jak bardzo ją kocha. Autor bajki: Habibi. Więcej bajek autora w zbiorze Opowieści z różnych światów.
Szczegóły Utworzono: 30 styczeń 2022 Odsłony: 385 Wierszyk dla dzieci - Krawiec Niteczka W pewnym miasteczku gdzieś na południu jeżeli wierzyć babcinym słowom mieszkał tu krawiec sam mistrz Niteczka tuż przy ulicy zwanej Krawcową Czytaj więcej: Krawiec Niteczka Szczegóły Renia Utworzono: 20 styczeń 2022 Odsłony: 363 Wierszyk dla dzieci - Babcine opowieści W izbie ciepło i radośnie iskry w kominku tańcują a w babcinych opowieściach bajki jak cienie się snują Czytaj więcej: Babcine opowieści Szczegóły Renia Utworzono: 25 listopad 2021 Odsłony: 455 Wierszyk dla dzieci - Ucz Matuś dzieci swej mowy Ucz Matuś dzieci swej mowy by ją w szacunku miały gdziekolwiek los poniesie o niej nie zapomniały Czytaj więcej: Ucz Matuś dzieci swej mowy Szczegóły Agnieszka Chudzik Utworzono: 07 listopad 2021 Odsłony: 741 Wierszyk dla dzieci - Technikoludek i języki Technikoludek zwiedzić świat chcePoznać dalekie kraje i ich językiWiedza ważna jest - on to już wieBo poznał że streams to strumyki Czytaj więcej: Technikoludek i języki Szczegóły Agnieszka Chudzik Utworzono: 07 listopad 2021 Odsłony: 485 Wierszyk dla dzieci - Kim jest Technikoludek Kim jest TechnikoludekTen co robotem się zwie?Czy to mały krasnoludekCo o języku dużo wie? Czytaj więcej: Kim jest Technikoludek Szczegóły Agnieszka Chudzik Utworzono: 07 listopad 2021 Odsłony: 508 Wierszyk dla dzieci - Podróż z Technikoludkiem Z Technikoludkiem w podróż ruszamy Robaczkom wciągaczkom się nie damy Na podwórku aparatem poklikamy Pokażemy, jakie ładne zdjęcia mamy Czytaj więcej: Podróż z Technikoludkiem Szczegóły Renia Utworzono: 06 listopad 2021 Odsłony: 563 Wierszyk dla dzieci - Może czegoś się nauczy Siadła sroka na gałęzi lamentuje zawiedziona moi drodzy przyjaciele dziś zostałam okradziona Czytaj więcej: Może czegoś się nauczy Szczegóły Renia Utworzono: 06 listopad 2021 Odsłony: 604 Wierszyk dla dzieci - Sprytna myszka W ogródku pod krzaczkiem róży siedzi myszka i narzeka -Idzie burza będzie lało chyba muszę tu przeczekać Czytaj więcej: Sprytna myszka Szczegóły Renia Utworzono: 18 wrzesień 2021 Odsłony: 684 Wierszyk dla dzieci - Jesień już blisko Wrześniową zadumą pachną ogrodyrabatki się mienią calutkie w kwiatachwiatr tańczy walca pośród gałęzikusząc dojrzałym owocem lata Czytaj więcej: Jesień już blisko Szczegóły Renia Utworzono: 10 sierpień 2021 Odsłony: 588 Wierszyk dla dzieci - O jakiego ptaka chodzi? A cóż to się znowu dziejesroka straszny zamęt siejeże gość przyleciał z Afrykisamolotem z Myszką Miki Czytaj więcej: O jakiego ptaka chodzi? Grunt to zaufanie Gość z Afryki Super Babcia Atrybut dobrej czarownicy Koń u dentysty
Już księżyc zgasł, zapadła noc. Sen zmorzył mą laleczkę. Więc oczka zmruż, i zaśnij już, Opowiem Ci bajeczkę. Więc oczka zmruż, i zaśnij już, Opowiem Ci bajeczkę. Był sobie król, był sobie paź, i była też królewna. Żyli wśród róż, nie znali burz, Rzecz najzupełniej pewna. żyli wśród róż, nie znali burz, Rzecz najzupełniej pewna. Kochał ją król, kochał ją paź, królewską te dziewoje. Królewna też kochała ich, kochali się we troje. Królewna też kochała ich, kochali się we troje. Tragiczny los, okrutna śmierć w udziale im przypadła. Króla zjadł kot, pazia zjadł pies, królewnę myszka zjadła. Króla zjadł kot, pazia zjadł pies, królewnę myszka zjadła Lecz żeby Ci, nie było żal, dziecino ma kochana. Z cukru był król, z piernika paź, królewna z marcepana. Z cukru był król, z piernika paź, królewna z marcepana.
bajka o burzy do czytania